Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

 Gdy Aleksy I Komnen ( 1081 - 1118 ) prosił o dowód rzekomego zerwania stosunków między Kościołami w bibliotece patriarchy nie udało się znaleźć żadnego dokumentu. Konstantynopol i Rzym pozostawały w jedności, a wielu ludzi z Zachodu modliło się w greckich kościołach i odwrotnie. Apel Aleksego I do papieża o pomoc wojskową przeciwko muzułmanom odwoływał się do wspólnych chrześcijańskich tradycji, które zaowocowały pierwszą wyprawą krzyżową i odzyskaniem Jerozolimy. Z czasem jednak rozłam z roku 1054 nabrał większego znaczenia, a wreszcie posłużył późniejszym krzyżowcom za usprawiedliwienie zamiaru zaatakowania Konstantynopola. 

    Judith Herrin "Bizancjum"

1054

 

    Od pierwszych wieków chrześcijaństwa liczyła się przede wszystkim pentarchia, czyli pięć głównych patriarchatów - w Jerozolimie, Antiochii, Aleksandrii,  Konstantynopolu i Rzymie. Z czasem jednak wzrosła rola biskupa Rzymu, zwłaszcza od czasów Karola Wielkiego i coraz bardziej monarszych cech papiestwa wobec słabości władz świeckich, podczas gdy cesarz chrześcijańskiego imperium urzędował w jego drugiej stolicy, w Konstantynopolu. Nie miejsce tu, by omawiać wszystkie aspekty i trendy tych relacji, i nie o tym jest mowa w tym artykule. 

    W każdym razie atmosfera pomiędzy Rzymem i Konstantynopolem bywała napięta i co jakiś czas jedna strona dawała drugiej stronie odczuć, że "zna się  lepiej" na teologii, Eucharystii i... np. credo, w którym  Kościół "łaciński"  dokonał nawet zmiany, z czym nie mógł się pogodzić Kościół "grecki", powołując się na sobór w Efezie, z roku 431, który zabronił dokonywania jakichkolwiek zmian właśnie w credo.

    I taka też była atmosfera w Kościele w roku 1054. Różne języki, odmienne tradycje odnośnie celibatu duchownych, różne rozumienie spraw teologicznych po prostu dojrzały do tego by wybrzmieć pomiędzy stronami. W tle na pewno była też polityka, która często karmi się sporem i kłótnią pod byle pretekstem, także i religijnym. 

    W tym czasie papieżem był Leon IX, zaś patriarchą Konstantynopola Michał Cerulariusz. Pojawiło się kolejne napięcie w stosunkach pomiędzy patriarchatami wywołane sprawami w Italii i oszczerczymi listami niektórych biskupów wschodnich.  Papież Leon wysłał do Konstantynopola swoich legatów, na czele z kardynałem Humbertem z Silva Candida. 

    Gdy w kwietniu 1054 Humbert dotarł do Konstantynopola, papież już nie żył. Misja legacka powinna być wygaszona. Kolejnego papieża wybrano dopiero w roku 1055, i trudno przypuszczać, że Humbert nie wiedział, iż jego rzymski zwierzchnik zmarł. Zwłaszcza w połowie lipca, czyli trzy miesiace po przybyciu do Konstantynopola. Do tego czasu odbył kilka burzliwych spotkań z patriarchą Bizancjum, które zaowocowały słynną decyzją kardynała. 

    To wtedy właśnie, w dniu 16.lipca 1054 r. kardynał Humbert wkroczył rankiem do kościoła Hagia Sophia Złożył na ołtarzu pergamin z ekskomuniką pariarchy Michała i jego zwolenników, na progu kościoła strzepnął proch z nóg i opuścił świątynię.  W odpowiedzi na ten akt, 24 lipca Michał zwołał synod, na którym ekskomunikowno kardynała Humberta i resztę legatów papieskich. 

     Owe wydarzenia, owe obustronne ekskomuniki, nazywane są schizmą wschodnią w Kościele i przedstawiane niekiedy jako podział na katolicym i prawosławie.  To jednak zbytnie uproszczenie. Z kilku powodów:

1.  Ekskomuniki były imienne, nie dotyczyły  pratriarchatów  ale konkretnych kardynałów i biskupów. Ekskomunika ze strony Konstantynopola

     dotyczyła jedynie legatów, nie papieża ani patriarchatu rzymskiego

2.  Oba dokumenty zostały dość szybko odwołane przez obu zwierzchników

3.  Nie jest jasne czy dokument Humberta był w ogóle ważny, gdyż wobec śmierci papieża być może cała jego misja legacka była "bezprawna"

4.  Jeszcze pierwszą wyprawę krzyżową, w 1096 r. czyli 40 lat później, zorganizowały wspólnie:  Rzym i Konstantynopol

5.  Nie było  ani z jednej, ani z drugiej strony chęci podziału Kościoła czy podjęcia kroków w stronę secesji. 

6.  Jeszcze przez wiele dziesiątek lat wierni "greccy" modlili się w "łacińskich" świątyniach i na odwrót

7.  Obaj pariarchowie w swoich modlitwach wspominali się nawzajem i błogosławili

 

    Czyli, jak to ujmują badacze, rozłam w Kościele na zachodni i wschodni. nastąpił "de facto", a nie "de jure".  Wydarzeniu z 1054 r. można nadać być może jedynie status iskry, zapłonu lontu, który tlił się aż do IV krucjaty krzyżowców, kiedy to "łacinnicy" złupili Konstantynopol, co musiało przechylić czarę goryczy na Wschodzie.  Potem już obie strony wskazywały rok 1054 jako rok "rozwodu" obu patriarchatów. 

    W  XX w. papież Jan XXIII podkreślił, że odpowiedzialność za faktyczny rozłam ponoszą obie strony. Co więcej, obie wspólnoty kolejny raz odwołały obie ekskomuniki, a Kościół Rzymski nawet podkreślił, że znowu trzeba przeanalizować sprawę tych dwóch słów  w credo ( na dziś cisza w tej sprawie). 

    Dzisiaj prawnicy zapewne orzekliby wprost, że prawnie nie ma żadnego podziału, a my, wierni "obu płuc" Kościoła możemy razem powtórzyć 99,99 % credo, a w nim i to,  że:   wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół...