Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

... prawdziwą wytwornością i pięknem jest pisać prawdę. Wiemy, że prawda jest rzeczą błogosławioną i świętą. 

Bernal Diaz del Castillo

"Chcieliśmy spróbować szczęścia poszukując nowych ziem, które moglibyśmy użytkować. W tym celu zakupiliśmy trzy okręty, dwa o znacznej pojemności, trzeci zaś był niewielkim okrętem, który miał nam dać na kredyt sam gubernator Diego Velazquez pod warunkiem, że najpierw na tych trzech okrętach podpłyniemy pod wysepki znajdujące się między wyspą Kubą a Hondurasem, dziś zwane Wyspami Guanaxes, napadniemy na nie i załadujemy na okręty Indian tamtejszych jako niewolników dla niego - w ten sposób mieliśmy spłacić ów okręcik. Kiedy my, żołnierze, dowiedzieliśmy się, że Diego Velazquez żąda od nas rzeczy niegodziwej, odpowiedzieliśmy, że nie jest zgodne ani z wolą Boga, ani króla, aby ludzi wolnych zamieniać w niewolnych. Kiedy poznał nasze intencje, przyznał, że nasz plan jest lepszy od jego... " s. 12-13

Bernal Diaz del Castillo "Pamiętnik żołnierza Korteza, czyli prawdziwa historia podboju Nowej Hiszpanii"

 wyd. MON 1962 r. - przekład: Anna Ludwika Czerny

"Ponieważ wiedział, że płyniemy wzdłuż wybrzeży ku jego prowincjom, rozkazał swym namiestnikom, by, o ile tam przybijemy, mieli przygotowane złoto do zamiany na nasze paciorki, zwłaszcza zielone, które wydawały się podobne do chalchiuis, cenionych przez nich na równi ze szmaragdami; rozkazał też dowiedzieć się szczegółów o naszych osobach i naszych zamiarach. Jak słyszeliśmy, wedle przepowiedni uczynionej jego przodkom, od wschodu słońca mieli przybyć brodaci ludzie i zapanować nad tymi ziemiami."  s.29

"Zdarzyło się, że jeden z żołnierzy miał hełm lekko złocony choć brudny. Tendile, który był bardziej spostrzegawczy niż jego towarzysze, prosił o o pozwolenie oglądnięcia go, bowiem podobny jest do hełmu pozostawionego przez ich przodków. Zdobi ten hełm obecnie głowę ich boga Uichilobosa i pan jego Montezuma byłby szczęśliwy, gdyby mógł go zobaczyć. Dano mu przeto ten hełm. (...) Po tym wszystkim Tendile pożegnał Korteza i rychło powrócić z odpowiedzią. Kiedy odszedł, dowiedzieliśmy się, że był to najbardziej oddany sługa Montezumy, dotarł do celu i zdał sprawę z wszystkiego swemu panu, pokazał mu rysunki, jakie polecił był zrobić, i doręczył podarunki przysłane przez Korteza. Wielki Montezuma, ujrzawszy to, trwał w podziwie bardzo zadowolony, a skoro ujrzał hełm Uichilobosa, nabrał przekonania, że jak przepowiadali jego przodkowie, byliśmy ludźmi, którzy mieli przyjść zawładnąć tą ziemią."   s.61

"Kortez wypytywał, skąd przybyli ludzie zamieszkujące te krainy, z jakich ziem, że są oni tak różni i tak wrodzy Meksykanom, choć ziemie ich leżą tak blisko siebie. Odpowiedzieli, co im przodkowie opowiadali. Ongi, w odległych czasach, kraj zaludniali mężczyźni i kobiety wielkiego wzrostu, o olbrzymich kościach, a że byli bardzo źli i dzicy, pozabijali się w walce wzajemnie, zaś ci, co przeżyli, wymarli. Abyśmy się przekonali, jak potężni i ogromni oni byli, przynieśli nam piszczel jednego z nich - była bardzo gruba i tak wysoka, jak potężnej postawy człowiek. Kość była od biodra do kolana. Zmierzyłem się z nią, była mojego wzrostu, a ja nie jestem ułomek. Przynieśli też inne kawałki kości, ale zgryzione i zniszczone przez ziemię. Zdumiewaliśmy się widząc je, przekonani, że ową ziemię zamieszkiwali olbrzymi. Wódz nasz Kortez rzekł, że dobrze byłoby posłać ową wielką kość do Kastylii, aby ją oglądał Król Jegomość. Co też uczyniliśmy niebawem przez pierwszych posłańców".  s.121

 "Było tam wiele klejnotów, bardzo bogatych, perły tak wielkie jak orzeszki, liczne chalchiuis - kamienie drogie jak szmaragdy, niektóre tak wielkie jak dłoń - i wiele innych, których dla ich mnogości nie potrafię opisać. Wysłaliśmy także kawałek kości olbrzyma znalezionej w jednej świątyni w Coyoacan..."  s. 286              

Znaleźliśmy budynki murowane z pięknymi rzeźbami, przed każdym schody wiodące do swego rodzaju ołtarzy, na których stały bałwany o potwornych obliczach - były to ich bożki. Wewnątrz tych świątyń znaleźliśmy pięciu Indian ostatniej nocy zabitych na ofiarę; mieli rozcięte piersi, ucięte ramiona i nogi, a pomieszczenia były pełne krwi. (...) Owi kapłani zbliżyli się, aby nas okadzić, podobnie jak okadzali tego swego Tezcatepukę, nie pozwoliliśmy jednak na to - zbyt byliśmy wstrząśnięci widokiem owych zabitych  młodzieńców i tak straszliwym okrucieństwem.  s. 30,31 

"Przybył z nim wielki kacyk meksykański, z rysów twarzy i postaci podobnych do kapitana Korteza. Umyślnie wysłał go wielki Montezuma, bowiem opowiadali, że kiedy Tendile przyniósł portret Korteza, wszyscy dostojnicy z otoczenia Montezumy orzekli, że jeden z nich, imieniem Quintalbor, jest zupełnie podobny do Korteza. podobny był tak ogromnie, że w naszym obozie słyszało się tylko: Kortez tu, Kortez tam." s.62

Montezuma "Równocześnie polecił skarżyć się, że z naszą pomocą owe szczepy ośmieliły się dopuścić tak wielkiej zdrady, odmówić daniny i posłuszeństwa. Obecnie, przez wzgląd na to, że zdaniem jego na pewno jesteśmy tymi, których przybycie przepowiedzieli jego przodkowie, i że musimy pochodzić z jego rodu, i zważywszy, że zamieszkujemy obecnie w domach zdrajcow, nie rozkazuje ich na razie niszczyć, ale z biegiem czasu pożałują swojej zdrady. s. 77                  

"Zaraz też zaczął Montezuma piękną przemowę, jak bardzo się raduje goszcząc w swoim domu i królestwie tak walecznych szlachciców, jak kapitan Kortez i my wszyscy, i zaiste jest przekonany, że właśnie my jesteśmy owymi przybyszami, zapowiedzianymi przed wiekami przez ich praojców, którzy prorokowali, że od wschodu słońca przybędą ludzie, którzy mają panować na tych ziemiach; ani chybi my to być musimy,  tak mężnie walczyliśmy w bitwach pod Potonchanem i Tabasco oraz pod Tlaxcalą, a wszystkie bitwy te widział, bowiem przyniesiono mu je wymalowane z natury." s. 144

"Wielki Montezuma miał lat około czterdziestu, był wzrostu pięknego, zbudowany bardzo proporcjonalnie, chudy i suchy, cera jego, niezbyt ciemna, miała barwę i matowość Indian, włosy, niezbyt długie, ledwie zakrywały uszy, brodę miał rzadką, czystą i pięknie ułożoną, oblicze trochę za szerowkie, wesołe, oczy miłe, cała jego postać tchnęła życzliwością, a gdy trzeba było, powagą. Był bardzo czysty i staranny, kąpał się codziennie po południu, miał liczne nałożnice, córki wielmożów, chociaż prawowitymi małżonkami były tylko dwie księżniczki. Sodomii nie oddawał się, sukien i płaszczy, które wkładał na dzień, nie nosił dłużej niż trzy, cztery dni. Straż jego składała się z dwustu znakomitych mężów, umieszczonych w salach przyległych do jego komnat. Nie wszyscy mogli doń przemawiać, wolno to było tylko wybranym" s. 146

"Kortez przez tłumaczkę donę Marinę odezwał się do Montezumy:  (...) jesteśmy oto w waszej wielkiej świątyni, zechciej nam pokazać bogów swoich i teules".  (...) "Tam również wszystko było pełne krwi - tak ściany, jak ołtarz - i taki był fetor, że pragnęliśmy jak najrychlej wyjść".  s. 153-154 

"Na tym placyku było mnóstwo diabelskich rzeczy do oglądania: surmy, trąby, noże oraz wiele zatlałych serc Indian, którymi okadzano te bałwany - wszystko splamione zakrzepłą krwią. Było tego tyle, że bodaj to diabli! A ponieważ wszystko w tej rzeźni cuchnęło i nie mogliśmy się doczekać, kiedy stąd wyjdziemy i nie będziemy zdani na ten zaduch i na ten widok, przeto nasz wódz na pośrednictwem naszej tłumaczki, rzekł na pół z uśmiechem: "Panie Montezuma, nie pojmuję, jak taki wielki władca i mądry mąż, jak wasza miłość, w umyśle swoim nie poznał, że owi trzej bogowie nie są bogami, ale stworami przeklętymi, zwanymi diabłami. zaś aby wasza miłość i wszyscy wasi kapłani przekonali się o tym, wyświadczcie nam, proszę, łaskę: pozwólcie, abym na szczycie tej wieży umieścił krzyż, a w jednym rogu sanktuarium, tam gdzie stoją wasi Uichilobos i Tezcatepuca, zrobił ogrodzenie, w którym umieścimy obraz Naszej Pani, Matki Bożej ( który to obraz już Montezuma był oglądał), a ujrzycie, jakie przerażenie ogarnie owych bogów, którzy was oszukują". Dwaj kapłani tam obecni okazali wielkie niezadowolenie, a Montezuma na poły z gniewem rzekł: |Panie Malinche, gdybym był wiedział, że tak znieważycie naszych bogów, nie byłbym wam ich pokazał.." s. 154-155

"Montezuma mówił, że od wielu lat wiedziano i za pewne miano, bowiem przodkowie ich tak przepowiedzieli i tak stoi zapisane w ważnych kronikach, że od wschodu słońca mają przybyć ludzie, którzy zapanują nad tą ziemią; wówczas skończy się panowanie i królestwo Meksykanów. Zrozumiał wedle tego, co mu rzekli bogowie, że to my jesteśmy." s.171 to samo na s.215

"A kiedy już wciągnęli ich na mały placyk przed sanktuarium, w którym znajdują się posągi przeklętych bóstw, ujrzeliśmy, jak niektórym z nich wkładają na głowę pióropusze i każą im tańczyć przed Uichilobosem z czymś w rodzaju wachlarzy. Po tańcu położyli ich na wznak na płaskie kamienie ofiarne i wielkimi nożami z obsydianu rozpłatali im piersi i wydobyli serca jeszcze gorące, aby je ofiarować bóstwom tam stojącym, ciała zaś zrzucili na dół, kopiąc je nogami. Na dole stali inni Indianie, rzeźnicy, ci obcinali ramiona i nogi, ściągali skórę z głowy i wyprawiali ją jak na rękawiczki, zachowując brody i włosy, aby używać ich w czasie świątecznych orgii. Mięso zjadali przyprawione pieprzem, pomidorowym sosem. W ten sposób zjedli ramiona i nogi, serca i krew ofiarowali bóstwom, jak mówiłem, a resztę wnętrzności i flaki, rzucili tygrysom, wężom i żmijom trzymanym w specjalnych domostwach. Wszystkie te okrucieństwa obserwowaliśmy z naszego obozu razem z Pedrem de Alvarado i Gonzalem de Sandoval oraz innymi oficerami. Mogą sobie wyobrazić ciekawi czytelnicy, jak litowaliśmy się nad nimi i mówiliśmy sobie: "Bogu niech będą dzięki, że nie mnie wzięto dzisiaj, aby złożyć na ofiarę bogom!". 

Zważcie, też, że byliśmy tak blisko, a nie mogliśmy nic dla nich uczynić, mogliśmy tylko błagać Boga, aby nas ustrzegł od tak strasznej śmierci. Równocześnie, a niespodziewanie, nadeszły nowe oddziały wojowników, uderzając na nas ze wszystkich stron i wołając: "Patrzcie! W ten sam sposób zginiecie wszyscy, nasi bogowie wielokroć nam to przyrzekli". Groźby, które rzucali naszym sprzymierzeńcom Tlaxcalczykom, były tak potworne, że odbierały odwagę. Miotali na nich ucięte nogi Indian, ofiarowanych bożkom, i ramiona naszych żołnierzy, wołając: "Jedzcie mięso owych teules, waszych braci, przejedliśmy się już nim"  s. 265

"Zdawało się Kortezowi, że ma dość silną rękę, aby zabezpieczyć i uspokoić dwie prowincje, Zatuculę  i Colimę. Ledwie jednak Cristobal de Olid zbliżył się do Zacatuli, tubylcy urządzili zasadzkę w trudnym przejściu i napadli na jego żołnierzy, raniąc i zabijając wielu, mimo to pokonał ich. Zwyczajna to była kolej rzeczy, że we wszystkich prowincjach i miastach kolonizowanych Indianie zrazu oddawali im władzę, ale ledwie zażądano daniny, podnosili bunt i zabijali, ile tylko mogli, Hiszpanów."  s. 288

"Kortez przez naszych tłumaczy odpowiedział: "Podaję wam do wiadomości, że oto przybyliśmy z odległych krajów n arozkaz naszego króla i władcy, którym jest cesarz don Carlos, którego wasalami są liczni książęta. Posyła on do wielkiego Montezumy, aby mu rozkazać, by zaniechał krwawych ofiar, nie zabijał żadnych Indian ani nie obrabowywał swoich poddanych, nie zajmował żadnych ziem i uznał zwierzchnictwo naszego pana i władcy/ Teraz zwracam się do was, Olintecle, i do wszystkich tu obecnych kacyków: porzućcie wasze krwawe ofiary, nie zjadajcie mięsa bliźnich waszych, zaniechajcie sodomii oraz innych spraw bezecnych, do których przywykliście, tak bowiem przykazuje Bóg, Pan Nasz, którego wielbimy, w którego wierzymy, który daje nam życie i śmierć i prowadzi nas do nieba". Wyjaśnił im wiele spraw dotyczących naszej świętej religii, oni zaś milczeli." s. 93

"Kiedy wyjeżdżali do kopalń, wielki Montezuma dał naszemu  wodzowi wielkie płótno z pity, na którym były wymalowane i zaznaczone wszystkie rzeki i przystanie wybrzeża północnego, od Panuco do Tabasco, na przstrzeni stu czterdziestu mil. Była tam zaznaczona rzeka Guazacualco, a że my myśmy znali wszystkie porty i przystanie - zaznaczone na płótnie ofiarowanym przez Montezumę - z czasów kiedy odkryliśmy je z Grijalvą, z wyjątkiem owej rzeki (...), Kortez postanowił wysłać ludzi dla spenetrowania portu i ujścia. " s. 172