Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Chrześcijaństwo twierdzi, że każdy człowiek będzie żył wiecznie, co musi być albo prawdą, albo fałszem. Otóż jest wiele rzeczy, którymi nie warto zaprzątać sobie głowy, jeśli mam żyć tylko siedemdziesiąt lat - którymi jednak należałoby się dobrze przyjrzeć, jeśli mam żyć na wieki. 

Sprawiedliwość to coś znacznie więcej niż sprawy toczące się w sądach. Jest to dawne słowo na określenie wszystkiego, co dzisiaj nazwalibyśmy "fair". Mieści w sobie uczciwość, zasadę wzajemności, prawdomówność, dotrzymywanie obietnic - całą tę sferę życia.

Złota zasada Nowego Testamentu ("Czyńcie innym tak, jakbyście chcieli, aby i wam czyniono") stanowi podsumowanie tego, co w głębi serca każdy uznawał za słuszne od zawsze.

 Stając się lepszym, każdy zaczyna coraz lepiej rozumieć zło, które w nim jeszcze pozostało. Stając się gorszym, coraz mniej rozumie się własne zło. Umiarkowanie zły człowiek ma świadomość, że nie jest zbyt dobry - człowiek z gruntu zepsuty uważa, że jest w porządku. 

...nie ma chyba lepszego sprawdzianu na to, jaki jestem naprawdę niż uczynki dokonane bez zastanowienia. To wtedy prawda staje się widoczna, zanim ją skryjemy pod przebraniem. Jeśli w piwnicy są szczury, najłatwiej je zobaczyć, jeśli wejdziesz do środka nagle - w ten sposób nie zdążą się ukryć. 

Cleve Staples Lewis

"Chrześcijaństwo po prostu"

 

Chciałem zatem przedstawić te dwie myśli. Po pierwsze, że ludzie na całej ziemi cechują się owym interesującym przekonaniem, iż powinni się zachowywać w określony sposób - przekonaniem, którego nie potrafią się wyzbyć. Po drugie, że w rzeczywistości tak się nie zachowują. Znają prawo natury - łamią je. Te dwa fakty są fundamentalne, jeśli chcemy spojrzeć jasno na nas samych i wszechświat, w którym żyjemy. 

Ludzkość posiada dwie dziwne cechy. Po pierwsze, jest uporczywie przekonana o istnieniu pewnego rodzaju zachowania, które praktykować należy, a które można by nazwać fair play, przyzwoitością, moralnością, czy też prawem natury. Po drugie, nie czyni tak. 

Jeśli poza wszechświatem istnieje moc, która nim kieruje, nie mogłaby ona ukazać się nam jako jedno ze zjawisk w obrębie wszechświata - tak samo jak architekt, który zaprojektował dom, nie może być ścianą, klatką schodową czy kominkiem w owym domu. 

Dotarłem jedynie do tego, że istnieje coś, co kieruje wszechświatem i objawia się we mnie jako prawo, które ponagla mnie do czynienia dobra - a kiedy zrobię coś złego, sprawia, że czuję się odpowiedzialny i niezadowolony z siebie. Moim zdaniem należy uznać, że ze wszystkich znanych nam rzeczy owo "coś" najbardziej przypomina umysł. 

Chrześcijaństwo każe ludziom żałować za grzechy i obiecuje przebaczenie. Jak dla mnie, chrześcijaństwo nie ma więc nic do powiedzenia ludziom, którzy nie zdają sobie sprawy, że popełnili cokolwiek godnego pożałowania. Dopiero kiedy uświadomisz sobie, że istnieje prawo moralne i prawdziwa siła leżąca u jego podstaw, oraz, że złamałeś to prawo i wystąpiłeś wbrew owej sile - wtedy dopiero, ani chwili wcześniej, chrześcijaństwo zaczyna przemawiać do człowieka. Jeśli wiesz, że jesteś chory, usłuchasz lekarza. Kiedy zdasz sobie sprawę, że nasze położenie jest niemal beznadziejne, zaczniesz rozumieć, o co chodzi chrześcijanom. 

 

Mój własny argument przeciwko Bogu zasadzał się na tym, że wszechświat wydaje się bardzo okrutny i niesprawiedliwy. Ale skąd wzięła się u mnie idea "sprawiedliwości" i "niesprawiedliwości" ? Nikt nie może nazwać linii krzywą, o ile nie posiada pojęcia linii prostej. Z czym więc porównywałem wszechświat, kiedy uznałem go za niesprawiedliwy ? Jeśli cały ten kram jest z gruntu zły i bez sensu, dlaczego ja sam, który w końcu jestem jego częścią, reaguję przeciwko niemu tak gwałtowanie ?

 

Jeśli wszechświat nie ma żadnego sensu, to nigdy nie powinniśmy się zorientować, że tego sensu brakuje. Tak samo gdyby we wszechświecie nie istniało światło, a zatem nie byłoby również stworzeń posiadających oczy, nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że jest ciemno. "Ciemność" byłaby słowem bez znaczenia. 

Pogląd chrześcijański mówi, że jest to dobry świat, który uległ zepsuciu, ale wciąż zachowuje pamięć o tym, jaki być powinien

Chrześcijaństwo uznaje, że wszechświat znajduje się w stanie wojny. Nie uznaje jej jednak za wojnę między niepodległymi mocarstwami. Dla chrześcijanina jest to wojna domowa, rebelia, my zaś mieszkamy w części wszechświata okupowanej przez rebelianta. Terytorium okupowane przez wroga - oto czym jest ten świat. 

Chrześcijaństwo to opowieść o tym, jak prawowity król przedostał się - niejako w przebraniu - na okupowane ziemie i wzywa wszystkich do wzięcia udziału w wielkiej kampanii dywersyjnej. Kiedy idziesz do kościoła, w rzeczywistości wysłuchujesz tajnej depeszy od sojuszników - to dlatego tak bardzo wróg stara się, żebyś tam nie chodził. 

Położenie chrześcijanina różni się od położenia innych ludzi, którzy starają się być dobrzy. Ludzie ci liczą, że zadowolą Boga, jeśli On istnieje. Albo - jeśli sądzą, że Bóg nie istnieje - przynajmniej zjedna im to aprobatę dobrych ludzi. Ale chrześcijanin uważa, że wszelie dobro, jakie czyni, pochodzi z życia Chrystusowego, które w nim jest. Nie uważa, że Bóg kocha nas, bo jesteśmy dobrzy - to raczej Bóg czyni nas dobrymi, bo nas kocha. Tak samo dach szklarni nie przyciąga słońca dlatego, że lśni, ale lśni, bo świeci na niego słońce. 

Po zrobieniu kilku pierwszych kroków w życiu chrześcijańskim zdajemy sobie sprawę, że wszystko to, co naprawdę musi się dokonać w naszych duszach, leży wyłącznie w możliwościach Boga. 

Czy to, co wyższe, nie podnosi zawsze tego, co niższe ? matka uczy dziecko mówić w ten sposób, że mówi do niego jakby rozumiało, na długo zanim zacznie cokolwiek rozumieć. Traktujemy nieraz nasze psy, jakby były "prawie ludźmi" - i dlatego właśnie pies w końcu staje się "prawie jak człowiek".

 

Uleganie każdemu pragnieniu prowadzi w oczywisty sposób ku niemocy, chorobie, zazdrości, kłamstwu, skrytości i temu wszystkiemu, co jest zaprzeczeniem zdrowia, humoru i szczerości. Każdy rodzaj szczęścia, nawet na tym świecie, wymaga sporej powściągliwości. 

Ponieważ Chrystus powiedział, że nie wejdziemy do Jego świata, jeśli nie staniemy się jak dzieci, wielu chrześcijanom wydaje się, że jeśli tylko jesteś "dobry", to możesz śmiało być durniem. Jest to nieporozumienie. Przede wszystkim większość dzieci przejawia niemałą "roztropność" w rzeczach, które je naprawdę interesują, i podchodzi do nich całkiem rozsądnie. Po drugie, jak zauważa św. Paweł, Chrystus nie chciał przez to powiedzieć, że mamy być jak dzieci pod względem inteligencji - wręcz przeciwnie. Nakazał nam być nie tylko "łagodnymi jak gołębice", ale i "przebiegłymi jak węże". Pragnie od nas dziecięcego serca, ale i dorosłej głowy. Chce, żebyśmy byli naturalni, prostolinijni, kochający i otwarci na naukę jak dobre dzieci. 

Nie tylko na egzaminach, ale i na wojnie, we wspinaczce górskiej, ucząc się pływania, jazdy na łyżwach albo na rowerze, czy wręcz zapinając sztywny kołnierzyk zgrabiałymi palcami - ludzie nieraz dokonują rzeczy, które wydawały się zupełnie niemożliwe, dopóki nie spróbowali. Cudowne jest to, jak wiele można zrobić, jeśli nie ma innego wyjścia. 

Bo niezależnie od tego, jak wartościowa jest czystość ( lub odwaga, prawdomówność czy każda inna cnota), proces ten wyrabia w duszy jeszcze ważniejszy nawyk. Leczy nas ze złudzeń na własny temat i uczy polegać na Bogu. Z jednej strony dowiadujemy się, że nie możemy sobie ufać nawet w najlepszych chwilach, z drugiej zaś, że nie musimy się poddawać rozpaczy nawet w chwilach najgorszych, bo porażki są nam wybaczane. 

Grzechy cielesne, choć są złe, są najmniej złymi grzechami w ogóle. Wszelkie najgorsze przyjemności są czysto duchowe: przyjemność płynąca z udowadniania, że druga osoba jest w błędzie, przyjemność pomiatania innymi i protekcjonalności, przyjemność mieszania innym szyków czy intryganctwa - przyjemności płynące z władzy i nienawiści. Bo oto są we mnie dwie rzeczy, które walczą z ludzkim jestestwem, do którego mam zmierzać. Są to dwie inne części jestestwa: część zwierzęca i część diaboliczna. Diaboliczna jest gorsza. Dlatego nieczuły kołtun i faryzeusz, który regularnie chodzi do kościoła, może być znacznie bliżej piekła niż prostytutka. Choć oczywiście najlepiej nie być ani jednym, ani drugim. 

Za każdym razem, kiedy czujemy się dobrze za sprawą naszego życia religijnego - a zwłaszcza kiedy czujemy się lepsi od kogoś innego - możemy być niemal pewni, że działa w nas nie Bóg, ale szatan. Prawdziwym testem przebywania w obecności Boga jest to, że albo zupełnie o sobie zapominamy, albo czujemy się mali i brudni. Lepiej zapomnieć o sobie zupełnie. 

Jeśli ktoś pragnie stać się pokorny, chyba potrafię mu wskazać pierwszy krok. Ten pierwszy krok to zdać sobie sprawę, że jest się pysznym. To wcale niemały krok. A przynajmniej nic się nie wskóra, dopóki go nie zrobimy. Jeśli sądzisz, że nie jesteś zarozumiały, to znaczy, że jesteś naprawdę zarozumiały. 

Całkiem niemało osób wyobraża sobie wybaczanie wrogom jako dochodzenie do wniosku, że właściwie nie są tacy źli - choć najwyraźniej są. Należy pójść o krok dalej. W chwilach największej jasności nie tylko nie uważam siebie za miłą osobę, ale wręcz wiem, że jestem okropny. Z przerażeniem i odrazą patrzę na pewne rzeczy, które zrobiłem. (...) Jak mogę nienawidzić coś, co zrobił zły człowiek, ale nie samego człowieka ? Jednak po latach uświadomiłem sobie, że jest osobą, wobec której zachowywałem się tak przez całe życie - ja sam. Kochałem siebie niezależnie od własnej niechęci do swojego tchórzostwa, zarozumialstwa czy chciwości. Nigdy nie sprawiło mi to najmniejszej trudności. (...) Ponieważ kochałem samego siebie, z przykrością dostrzegałem, że jestem człowiekiem zdolnym do podobnych rzeczy. Dlatego chrześcijaństwo nie che, abyśmy choćby na jotę zmniejszyli nienawiść odczuwaną wobec okrucieństwa i perfidii. (...) Ale chrześcijaństwo chce, abyśmy nienawidzili te rzeczy u samych siebie - żałując, że ktoś popełnił podobne rzeczy i licząc, że kiedyś, jakoś, gdzieś zostanie uleczony i wyjdzie na ludzi. 

A połowa z moich czytelników już chce mi zadać pytanie: "Ciekawe, co czułby pan na myśl o wybaczeniu gestapo, gdyby był pan Polakiem czy Żydem?". Ja też jestem ciekamy. Ogromnie ciekawy. 

O to chodzi w Biblii z miłością nieprzyjaciół - aby im dobrze życzyć, a nie żeby ich lubić czy twierdzić, że są mili, choć to nieprawda. 

 

Dopiero odkąd chrześcijanie przestali myśleć o świecie przyszłym, stali się tak nieskuteczni w obecnym. Zmierzaj do nieba, a zdobędziesz ziemię - mierz w ziemię, a nie zdobędziesz ani ziemi, ani nieba. 

Jeśli chrześcijaństwo to jedynie kolejna porcja dobrych rad, jest ono nieistotne. Przez ostatnie cztery tysiące lat nie brakowało dobrych rad. Kolejna porcja nie zrobi tu różnicy. Jednak wystarczy zajrzeć do jakichkolwiek pism autentycznie chrześcijańskich, żeby przekonać się, że mówią one o czymś zgoła różnym od tej popularnej religii. Mówią one, że Chrystus jest Synem Bożym ( cokolwiek to znaczy ). Mówią, że ci, którzy Mu zaufali, również mogą stać się synami Bożymi ( cokolwiek to znaczy ). Mówią, że Jego śmierć zbawiła nas od grzechów ( cokolwiek to znaczy ). Nie ma co narzekać, że to trudne stwierdzenia. Chrześcijaństwo utrzymuje, że opowiada nam o innym świecie, o czymś, co znajduje się poza światem dostępnym dla naszych zmysłów. Można uznać, że jest to twierdzenie fałszywe, lecz jeśli jest prawdziwe, musi ono być trudne - przynajmniej tak samo trudne, jak współczesna fizyka i z tych samych powodów, co ona. 

Gdyby chrześcijaństwo było naszym wymysłem, oczywiście dałoby się je uprościć. Nie jest nim jednak. 

Posąg ma kształt człowieka, ale pozbawiony jest życia. Tak samo człowiek ma "kształt" Boga (...) czy też podobieństwo do Niego, lecz nie ma w sobie takiego życia, jakie ma Bóg. (...) Ten świat jest wielkim warsztatem rzeźbiarskim. My jesteśmy posągami, a po warsztacie krąży wieść, że niektórzy z nas pewnego dnia ożyją. 

Chrystus przyszedł na świat i stał się człowiekiem, aby przynieść ludziom życie podobne do własnego - poprzez to co nazywam "dobrym zarażeniem". Każdy chrześcijanin musi się stać Chrystusem w miniaturze. W tym zawiera się dosłownie cały sens zostania chrześcijaninem

W Chrystusie zmartwychwstał Człowiek - nie tylko Bóg. W tym cała rzecz. Po raz pierwszy ujrzeliśmy prawdziwego człowieka. 

 

Duch Święty obdarza nas nadzieją również w beznadziejnej sytuacji.  Anselm Grün

Anthony de Mello "Rozwiązać pęta"

 Fabrice Hadjadj "Zmartwychwstanie. Instrukcja obsługi"

Naturalne życie każdego z nas skupione jest na sobie, chce pieszczot i podziwu, pragnie wykorzystać inne życia, wyzyskać cały wszechświat. A szczególnie pragnie być pozostawione samemu sobie - trzymać się z daleka od wszystkiego, co jest od niego lepsze, większe albo wyższe, wszystkiego, co dałoby mu odczuć własną małość. Życie naturalne obawia się blasku i świeżości duchowego świata, podobnie jak ludzie wychowani w niechlujstwie boją się kąpieli. W pewnym sensie ma ono całkowitą rację. Wie, że jeśli zapanuje nad nim życie duchowe, cały jego egoizm i upór zostanie zgładzony. Nasze życie naturalne będzie walczyć do upadłego aby tego uniknąć. 

W zasadzie ludzkość została już "zbawiona". Każdy z nas musi przyjąć to zbawienie. Jednak najtrudniejsze zadanie - do którego byliśmy niezdolni sami z siebie - zostało już spełnione za nas. Nie musimy już własnym wysiłkiem wspinać się na wyżyny duchowego życia - życie duchowe samo zstąpiło do ludzkości. Jeśli tylko otworzymy się bez reszty na jedynego Człowieka, w którym to życie było w pełni obecne, Człowieka, który był Bogiem, a zarazem prawdziwym człowiekiem, wówczas On sam uczyni to w nas i dla nas. 

Każdy żołnierzyk czy posąg jest rzeczą osobną. Jednak ludzie osobni nie są. Wyglądają jak osobne istoty, bo w końcu widzimy, jak każdy chodzi z osobna. Jednak jesteśmy przecież stworzeni w taki sposób, że widzimy jedynie chwilę obecną. Gdybyśmy mogli zobaczyć przeszłość, wtedy oczywiście wyglądałoby to inaczej. Był bowiem czas, kiedy każdy był częścią swojej matki, a jeszcze wcześniej - ojca, oni zaś byli częścią własnych rodziców. Gdyby ujrzeć ludzkość obecną w całym czasie, tak jak widzi ją Bóg, nie wyglądałaby jak mnóstwo osobnych, rozproszonych kawałków. Wyglądałaby jak pojedyncza, rosnąca rzecz - mogłaby nieco przypominać szalenie skomplikowane drzewo. Każdy byłby połączony z innymi. Co więcej, tak samo jak z innymi, każdy człowiek połączony jest również z Bogiem. 

 

Kiedy zauważasz, że chciałbyś zmienić swoje dzieci, swoich uczniów czy bliźnich w takich samych ludzi jak ty sam, przypomnij sobie, że Bóg zapewne nigdy tego dla nich nie chciał. 

Gdy młody człowiek chodzi do kościoła z czystej rutyny, po czym uczciwie zda sobie sprawę, że nie wierzy w chrześcijaństwo i chodzić przestanie - to jeśli zrobi to z uczciwości, a nie po to, żeby zdenerwować rodziców, duch Chrystusa zapewne jest bliżej niego niż kiedykolwiek przedtem. 

 

Pierwsze słowa tej modlitwy brzmią: "Ojcze nasz". Czy wiesz, co one znaczą ? Znaczą one nie mniej, ni więcej to, że stawiasz się w pozycji Bożego syna. Mówiąc prosto z mostu, p o d a j e s z  się za Ch r y s t u s a. Udajesz, jeśli wolisz. Bo kiedy uświadamiasz sobie, co znaczą te słowa, oczywiście zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś synem Boga. Nie jesteś istotą podobną do Syna Bożego, którego wola i pragnienia stanowią jedno z wolą i pragnieniami Ojca - jesteś skazanym na śmierć kłębkiem egoistycznych lęków i nadziei, pełnym chciwości, zazdrości i zarozumialstwa. W tym sensie podawanie się za Chrystusa jest więc skandaliczną bezczelnością. Co dziwne jednak, to On sam kazał nam tak czynić

Bardzo często jedynym sposobem na wyrobienie w sobie jakiejś cechy jest zacząć się tak zachowywać, jakbyśmy ją już posiadali. (...) Dzieci zawsze udają dorosłych (...), aż w końcu udawanie dorosłych rzeczywiście pomaga im dorosnąć. 

Możesz stwierdzić: "Nigdy nie miałem poczucia, że pomaga mi niewidzialny Chrystus, za to nieraz pomagali mi inni ludzie". To tak jak z pewną kobietą, która w czasie pierwszej wojny światowej orzekła, że choćby i zabrakło chleba w sklepach, jej rodzinie nic nie grozi, bo i tak jedzą wyłącznie grzanki. Jeśli nie będzie chleba - nie będzie i grzanek. Gdyby nie pomoc Chrystusa, nie byłoby pomocy ze strony ludzi. 

(...) naturalne jest dla nas to, że widzimy pomagającego nam człowieka, ale nie widzimy za nim Chrystusa. Jednak nie wolno nam pozostać niemowlętami. Musimy iść dalej i poznać prawdziwego Dawcę. Inne postępowanie byłoby szaleństwem. Bo jeśli go nie poznamy, nadal będziemy polegać na ludziach - a to doprowadzi do rozczarowań. Nawet najlepsi z nas popełniają błędy, wszyscy umieramy. Musimy być wdzięczni każdemu, kto okazał nam pomoc, musimy tych ludzi czcić i kochać. Ale nigdy, przenigdy nie wolno na żadnym człowieku oprzeć całej swojej wiary - choćby był najlepszy czy najmądrzejszy jak świat długi i szeroki. Z piaskiem możesz zrobić masę przyjemnych rzeczy - ale nie próbuj stawiać na nim domu. 

Być może jaju niełatwo jest zmienić się w ptaka - jednak czekałaby je trudność nie lada, gdyby zechciało się nauczyć latać, pozostając jajem. Obecnie każdy z nas przypomina ptasie jajo, a nie da się wiecznie pozostać zwyczajnym, porządnym jajem i niczym więcej.Albo się wyklujemy, albo zepsujemy. 

Chciałbym jeszcze raz powtórzyć. Oto całe chrześcijaństwo. Nie ma nic więcej. Tę prawdę jest bardzo łatwo zmącić. (...) Kościół istnieje wyłącznie po to, aby pociągać ludzi do Chrystusa, aby uczynić z nich Chrystusów w miniaturze. Jeśli tego nie czyni, wszelkie katedry, całe duchowieństwo, misje, kazania, a nawet sama Biblia, wszystko to jest czystą stratą czasu. Po to właśnie - i tylko po to - Bóg stał się człowiekiem.  

Jeśli wolno mi to  tak ująć, nasz Pan jest jak dentyści. Daj mu palec, weźmie całą rękę. Dziesiątki ludzi udają się do Niego, aby szukać uleczenia z jakiegoś grzechu, który ich zawstydza ( jak masturbacja czy tchórzostwo ) albo niszczy ( jak gwałtowne usposobienie czy pijaństwo ). Owszem, On wyleczy ich jak trzeba - ale na tym nie poprzestanie. Może o nic więcej nie prosiłeś - ale kiedy Go wzywasz, On zapewni ci pełne leczenie. 

 

Jeśli się dobrze zastanowić, istnieje wręcz powód, dla którego ludzie okropni powinni liczniej zwracać się ku Chrystusowi niż ludzie mili. To właśnie nie odpowiadało ludziom za czasów ziemskiego życia Chrystusa - najwyraźniej pociągał On "to okropne towarzystwo". Ludziom nadal się to nie podoba i tak już zostanie.  

Jeśli jesteś istotą ubogą - zatrutą przez złe wychowanie w domu pełny wulgarnych zazdrości i bezsensownych kłótni, obarczoną nie z własnego wyboru jakimś strasznym seksualnym zboczeniem, dzień w dzień nękaną kompleksem niższości, który każe ci docinać najlepszym przyjaciołom - nie rozpaczaj. On wie o tym wszystkim. Należysz do ubogich, których pobłogosławił. On wie, jak zdezelowaną maszyną przyszło ci kierować. Nie poddawaj się. Rób, co możesz. Pewnego dnia ( może w następnym świecie, a może znacznie wcześniej ) On ciśnie ją na złom i da ci nową. A wtedy wprawisz w osłupienie wszystkich, również samego siebie - bo uczyłeś się kierować w trudnej szkole jazdy ( ostatni będą pierwszymi, a pierwsi - ostatnimi )

Bóg stał się człowiekiem, aby przemienić stworzenia w synów - nie po to, aby ulepszać starych ludzi, ale by stworzyć człowieka nowego rodzaju. Nie chodzi o to, żeby nauczyć konia skakać wyżej niż dotąd, ale by go przemienić w istotę skrzydlatą. 

Oddaj każde włókno swojego istnienia, a odnajdziesz wieczne życie. Nic nie zatrzymuj dla siebie. Nic z tego, co sobie zatrzymasz, nie będzie naprawdę twoje. Nic, co w tobie naprawdę nie umarło, nie zostanie wskrzeszone z martwych. Szukając samego siebie, znajdziesz na końcu tylko  nienawiść, samotność, rozpacz, gniew, ruinę i rozkład. Ale szukaj Chrystusa, a znajdziesz Go - z Nim zaś wszystko inne.