Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Ktoś umarł, złożono go w grobie, a po trzech dniach zmartwychwstał. Serio? Ludzie żyjący na co dzień w świecie zaludnionym przez awatary, profile, animacje 3D i inne byty, które nigdy nie były naprawdę żywe ani naprawdę martwe, po prostu nie kupują tej gadki. Nie są w stanie zrozumieć o co chodzi. A człowiek, który żył z pracy swoich rąk? Chłop, młynarz, garbarz? Bez wątpienia uznał nowinę za nieprawdopodobną. Ale wystarczyło, że usłyszał: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, a jeśli obumrze, przynosi plon obfity" ( J 12.24), a wszystko stawało się dlań jasne i proste, tak samo prawdziwe jak coroczne nadejście wiosny, zieleń młodych pędów i złoto chlebnych łanów. 

Fabrice Hadjadj 

"Zmartwychwstanie. Instrukcja obsługi"

 

Ateńczycy za bzdurę uznawali nowinę o zmartwychwstaniu, moi rówieśnicy nie chcieli nawet słuchać o śmierci. Kiedy odrzucono Boga, zagubiono również ateizm, przestano zachwycać się cudem istnienia, zniknął też lęk przed nicością. Po co mielibyśmy odrywać wzrok od tabletu, na którym oglądamy właśnie kolejny odcinek głośnego serialu, gdzie trup ściele się gęsto? Na pewno nie po to, żeby zaprzątać sobie głowę prawdziwymi trupami. 

Świat wirtualny jest jak Odyseja bez perspektywy powrotu do Itaki. Pozwala nam podziwiać fantastycznego bohatera i jego niesamowite przygody, absorbuje nas do tego stopnia, że nawet nie spojrzymy na człowieka, który siedzi w sąsiednim fotelu. Jest zupełnie inaczej, kiedy śledzimy perypetie opisane w Biblii. Doprowadzają nas one do wniosku, że człowiek siedzący w sąsiednim fotelu jest znacznie ważniejszy niż filmowy bohater (...). Aby dostrzec, że nasz bliźni jest w gruncie rzeczy jednym z boskich cudów, trzeba najpierw się wycofać. Spojrzeć z dystansu,  tego największego z możliwych - z boskiego dystansu, który wyznacza tajemnica zmartychwstania. Inaczej obraz drugiego człowieka będzie nieostry, rozmyje się, wsiąknie w szarzyznę przeciętności. 

W miejscu publicznym każdy dba o pozory, w domowym zaciszu maski opadają. Na progu łazienki albo przy kuchennym stole prędzej czy później dojdzie do zderzenia, bo komuś puściły hamulce, a ktoś się zagapił. W rodzinie wybuchają awantury bardziej widowiskowe niż podczas politycznych debat. Wrzeszczymy na siebie uczciwie i szczerze. Dajemy z siebie wszystko. A im bardziej się kochamy, tym głębiej potrafimy się zranić. 

(...) Rycerz jest najbardziej rycerski nie wtedy, kiedy szarżuje na wrogów i walczy ze smokiem w obronie damy, ale potem, w drugiej części historii. Kiedy z tą damą żyje. Długo. Baśnie jakoś nigdy nie podają pikantnych szczegółów. Ot, pobrali się, mieli dużo dzieci. Ani słowa o tym, że bywają dni, kiedy piękna przypomina do złudzenia okropnego zbója. 

Pieniądz ma taką dziwną właściwość, że nigdy nie jest tym, czym w gruncie rzeczy jest. Patrzymy na metalowe krążki czy niewielkie, prostokątne kawałki papieru i gęba nam się śmieje, nie dlatego, że tak bardzo nam się podobają, ale ponieważ oczyma wyobraźni widzimy to, co pozwolą nam kupić. 

Żaden wielki bohater nie nabohaterzy się tyle, co zwyczajny mąż i ojciec. Ten pierwszy czuje się wielki, kiedy staje do boju ze złym olbrzymem. Ten drugi czuje się tylko zgnębiony, kiedy  bezskutecznie usiłuje opanować ataki złości swojej małej córeczki. Jeśli bohater przekona olbrzyma, by ten wypalił z nim fajkę pokoju, wszystkie gazety w kraju, ba, na kontynencie, opiszą to jako sensację. O sukcesie ojca, któremu udało się nakłonić córeczkę, żeby przestała wydawać mrożące krew w żyłach wrzaski i spokojnie zjadła śniadanie, nikt się nie zająknie.  (...)

skoro nasz rodzicielski autorytet wynika tylko i wyłącznie z prostego faktu, żeśmy obrośli w dzieci, a nie został nam przyznany za wilkie zasługi, imponującą wiedzę czy niespotykane umiejętności, to nasze dzieciaki mogą nauczyć się od nas, nigodnych, że ważne jest przede wszystkim zaufanie do życia i wiara w Opatrzność, nie zaś sterowanie procesem produkcji. (...)

Wyznaje swoją marność i to wyznanie sprawia, że staje się zdolny do tego, żeby przygotować drogę do prawdy większej niż jego własna. (...)

Tak samo, jak nie możemy wskrzesić samych siebie, nie możemy też siebie samych urodzić. W obu przypadkach działać musi potęga, która nas przerasta. A jeśli potrafimy naprawdę zaakceptować fakt, że zostaliśmy sprowadzeni na ten świat, choć jest on pełen niesprawiedliwości, cierpienia i śmierci, jeśli godzimy się z tym, że nie jesteśmy niezniszczalnym, samowystarczalnym wytworem nauki ani poddanym bez skazy ni zmazy, tylko zwykłym, nie do końca udanym dzieckiem pewnej pani i pewnego pana - oznacza to, że wierzymy, lub co najmniej jesteśmy gotowi uwierzyć, w chwałę Zmartwychwstałego, który odkupił wszystkie pokolenia ludzkości. Dla dzisiejszego świata zmartwychwstanie nie jest tylko gwarancją wiecznego życia, ale też sensu zwyczajnych, ludzkich narodzin. 

Okazuje się, że rzeczywistość to przede wszystkim to, czego się nie spodziewamy. Przeszłość jest czymś więcej niż sumą minionych lat, a przyszłość zaskoczy nas bardziej, aniżeli szalone wizje autorów science fiction.

...nie chcemy wpaść pod samochód. WIęc nie pozwalamy sobie na to, żeby się zakochać (w sumie, na jedno by wyszło). Bierzemy kasę od arcykapłanów. Zamieniamy Ewangelię Wielkanocną na książeczkę oszczędnościową, wiarę w zmartwychwstanie w kredyt konsumpcyjny. Nawet własnych narodzin nie uważamy za szczęśliwe rozwiązanie, a raczej za problem, z którym usiłujemy jakoś się uporać, fundując sobie rozrywki albo harując, żeby pomnożyć majątek. Zresztą, człowiek sukcesu ma skłonność do negowania faktu, że został urodzony - uważa, że do wszystkiego doszedł sam, własną pracą. 

Istnieje pewne plemię, w którym dziewczyna, żeby wolno jej było wyjść za mąż i mieć dzieci, musi najpierw przygotować do pogrzebu ciało zmarłego krewnego, myjąc je i przyodziewając na ostatni spoczynek. Mądry i pożyteczny to zwyczaj, który może należałoby przeszczepić na nasz grunt. Bo ten, kto wie, jak to jest trzymać w ramionach bezwładny ciężar martwego ciała, będzie chętny podjąć życie z mężem lub żoną. A nawet z braćmi. Ignacy Loyola wymagał, by nowicjusze myli zwłoki, zanim złożą śluby. 

Cuda nie wydarzają się po to, żebyśmy mogli przeżyć coś niezwykłego, ale żeby pozwolić nam przeżywać w sposób niezwykły rzeczy najzwyczajniejsze.

Syn nie zasłonił nas sobą, kiedy stał się jednym z ludzi. Nie przyszedł na świat, żeby ukraść nam show. Przeciwnie; zrobił to, żeby przygotować nam miejsce. 

Jedzenie pozwala rosnąć, obdarza siłą, umożliwia powoływanie na świat potomstwa. Ten właśnie zdumiewający sens kryje się w słowach "restauracja" czy "refektarz". Jedząc, odbudowujemy się, regenerujemy, tworzymy na nowo... Aż chciałoby się powiedzieć: "zmartwychwstajemy". (...) Zbieracze i łowcy wierzyli święcie, że obfitość jagód i zwierzyny jest oznaką przychylności bogów. Klienci supermarketów raczej nie podzielają tego przekonania. Wchodzimy między regały z kartą płatniczą w kieszeni, przekonani, że wszystko, co nam potrzebne, mamy na wyciągnięcie ręki. A przecież możemy czerpać pełnymi garściami z dobrodziejstw natury tylko dlatego, że natura sama się nam rozdaje. 

Człowiek "internetu" ( przyp wł ) dziś sam nie wie, kiedy stracił kontakt z konkretną, dotykalną rzeczywistością. Stał się tak naiwny, że święcie wierzy, że wyszukiwarka Google jest człowiekowi bardziej potrzebna do życia niż pole kapusty albo jezioro pełne ryb. (...)

A przecież człowiek średniowieczny był o wiele bardziej ludzki niż obywatel świata rządzonego przez media. Sam budował sobie dom, sam szył swoje ubrania. Uprawiał ziemię i grzebał w niej te spośród swoich dzieci, którym nie było dane dożyć dorosłości. Widywał prawdziwych trędowatych, a w noc świętojańską razem z wszystkimi mieszkańcami wioski puszczał się w tany wokół wielkiego ogniska. Przed przydrożną figurą Matki Boskiej zdejmował czapkę. Kiedy prosiak był upasiony, podrzynał mu gardło, a kiedy zbliżał się poborca podatków, chwytał za widły. To był twardy gość, który znał życie. (...) Karczował, orał, nawoził, obsiewał. Aż do śmierci. (...) Zboże? A skąd mamy wiedzieć, kiedy jest czas siewu i zbioru, skoro zboże widujemy jedynie w postaci przetworzonej i opakowanej w plastik ?

Kto uważa, że zawinił tak bardzo, iż powinno się go postawić pod pręgierzem i solidnie wybatożyć, będzie się autentycznie cieszyć, jeśli po prostu dostanie w mordę. A jeśli ktoś myśli, że zasłużył na stryczek, każdy kolejny oddech uzna za niesamowity przywilej. 

Przy stole wszyscy są równi, bardziej nawet, niż na łożu śmierci. Oto religia prawdziwie katolicka. Nie wymaga wyznawania konkretnej ideologii ani wyrażania się zgodnie z określoną frezeologią. Wystarczy, że wszyscy razem otworzymy szeroko gęby, gotowi, by nas nakarmiono. 

Tylko jeśli przyznamy się do własnej wewnętrznej pustki i to nasze nic ofiarujemy Stwórcy, zostaniemy wypełnieni po brzegi. Zostaniemy stworzeni

- z niczego. W miarę przyjmowania Jego łaski nasza pojemność będzie rosła

 

Duch Święty obdarza nas nadzieją również w beznadziejnej sytuacji.  Anselm Grün