Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

107 200 km/h

 

Słońce wschodzi na Wschodzie, a zachodzi na Zachodzie. Doba, czyli obrót Ziemi wokół własnej osi, trwa 23 h 56 min i 4,09 s. Ów obrót wokół własnej osi przebiega ze średnią prędkością 1670 km/h. Rok, czyli obieg wokół Słońca, trwa 365 dni 5 godzin 48 minut i 46 sekund. Średnia prędkość naszej planety po orbicie to 29,78 km/s czyli 107 200 km/h. Średnia, to ważne. Do tego Ziemia na eliptycznej orbicie bywa bliżej i dalej od Słońca o miliony kilometrów. Oczywiście wokół Ziemi po jajowatym okręgu orbituje Księżyc z prędkością 1,02 km/s, w cyklu 29,5 dniowym.

Tak jest od dawna, od bardzo dawna. Czy możemy ustalić od kiedy? Trudne pytanie. Trzeba by znaleźć najstarszy kalendarz oparty na porach roku, bo przecież są i inne. Nie wiem, który to. Wydaje się jednak, iż jedną z takich ról pełniły obiekty megalityczne zorientowane astronomicznie. Ujawniają nam one kilka swoich tajemnic w czasie wiosennych, letnich, jesiennych i zimowych przesileń. Zwłaszcza wiosennego i jesiennego, gdy Słońce wstaje precyzyjnie na Wschodzie i takoż zachodzi na Zachodzie. Wiele z owych obiektów do dziś nam to pokazuje.

Jaki z tego wniosek ? Taki, że od czasu budowy tych obiektów do dziś planeta zachowuje i kręci się podobnie, co jeszcze nie oznacza, że bez zakłóceń i odchyleń. Tym samym dysponujemy informacją, że obecny ruch, obrót i pęd Ziemi trwa co najmniej od około kilku tysięcy lat, bo na tyle szacuje się wiek owych kamiennych budowli. Nie używam słowa „datuje”, gdyż to mogą być jedynie szacunki. Obarczone sporym marginesem błędu.

Co się stało, że tyle tych obiektów właśnie wtedy powstało ? Czy tu chodziło jedynie o pomiar czasu? O to, która jest pora dnia, nocy, roku? Na pewno też i o to szło. Ale taka potrzeba pomiaru czasu zapewne istniała dużo wcześniej. Oczywiście, szczęśliwi czasu nie liczą, wiadomo. Więc wcześniej albo go nie odmierzano, bo ludzie byli szczęśliwi, albo radzono sobie z tym pomiarem przy użyciu innych kalendarzy. Skoro zatem do odmierzania pór roku potrzebny był inny kalendarz, wówczas można założyć, iż owe pory roku, przesilenia i widziane z Ziemi konstelacje i planety wskazywały inną orbitę i/lub oś naszej planety.

Dociekliwi znajdą trop, zwłaszcza w „Zderzeniu światów” Immanuela Velikovsky'ego. Pytanie jest inne: czy obecny czas, czyli de facto obecny ruch Ziemi, jej orbita, prędkość, oś, doba mogły się zmieniać i zmienić w czasach historycznych, na oczach ludzi? Czy magnetyzm i atmosfera planety mogły zostać zakłócone, zaburzone, wstrząśnięte, przesunięte i jako takie zapamiętane i w jakiejś formie przekazane kolejnym pokoleniom?

Znasz odpowiedź.

 

 
ZATRZYMAŁO SIĘ SŁOŃCE NA ŚRODKU NIEBA
 
w Księdze Jozuego 10.13 czytamy:
 
Czyż nie jest to napisane w Księdze Sprawiedliwego: «Zatrzymało się słońce na środku nieba i prawie cały dzień nie spieszyło do zachodu" ?
 
Dwa wersety wcześniej zapisano, że z nieba spadały kamienie...
Czyżby meteoryty zaburzyły ruch planety i wywołały wrażenie zatrzymania dnia i nocy ?
 
Jozue przypomniał to wydarzenie, a nadto wspomniał jakąś nieznaną już dziś "Księgę Sprawiedliwego". To intrygujące i wcale nie metaforyczne wydarzenie miało miejsce na oczach ludzi, w czasach historycznych. Współgra to z opowieściami starożytnych na całym globie. Pewne andyjskie "legendy" mówią o odwrotności zjawiska - że przez cały dzień była noc. Tak mówi także słynny majański codex. 
 
Opisy "zatrzymania się Słońca", odwrócenia kierunków świata, zmian na niebie znajdzie się w wielu antycznych kronikach czy tzw. mitach. Są one w Chinach, Amazonii, u Majów, w Egipcie, Australii i u Sumerów. To nie przypadek, to odnotowanie zjawisk.
 
Zmiany na niebie, typu pozorne zakłócenie ruchu gwiazd, to także, a może przede wszystkim, zaburzenie rotacji i osi naszej planety. To także dowód, że takie rzeczy nie działy się bardzo dawno temu, "przed ludźmi" ale na ich oczach, w czasach o wiele nam bliższych. Majowie co 52 lata oczekiwali takiego wydarzenia, a w Izraelu co 50 lat świętowano rok jubileuszowy. Bardzo możliwe, że miało to związek z dwukrotnym kontaktem Ziemi ( w odstępie ok 50 lat )  z warkoczem przelatującej blisko komety, ok 3,5 tys lat temu. Starożytne mapy nieba ( Egipt, Chiny ) pokazywały wcześniej odwrotny kierunek ruchu gwiazd i konstelacji, a chiński zodiak do dziś porusza się w odwrotnym kierunku. Co niezwykłe, wszystkie kultury odnotowały zjawisko zatrzymania, "zniknięcia" lub zasłonięcia słońca, księżyca, a potem wschodu Słońca ... na zachodzie... To nie może być przypadek, że to samo opisują Eskimosi i Aborygeni. Antyczne opisy "bitwy" na niebie, choćby te greckie i chińskie, gdzie wciąż pojawiają  się "smok" i "warkocz", także są do siebie bardzo podobne. 
 
Kto zechce znajdzie szczegóły, choćby właśnie w starożytnych mapach nieba i dziwnych korektach kalendarza dokonanych jednocześnie na różnych kontynentach ( z 360 dni w roku na 365 ). Owe rzekomo mityczne opisy zebrali i opracowali znani i mniej znani badacze, odkrywcy, podróżnicy. Spisali je choćby hiszpańscy misjonarze w Ameryce, Ipuwer w Egipcie ( świadek ), Herodot wskazując na Solona. Wspominali o tym Homer, Pliniusz, Arystoteles, Pitagorejczycy, Platon, św. Augustyn, Aleksander von Humboldt, Thor Heyerdahl i wielu wielu innych. Jeśli poszukasz, znajdziesz.
 

POCHÓWKI W KUCKI CZYLI... CO ?
 
W Wikipedii opisano pradawne kultury typu: kultura ceramiki wstęgowej rytej, kultura badeńska, kultura lendzielska, kultura pucharów lejkowatych, kultura ceramiki sznurowej, kultura pucharów dzwonowatych. Jako wyraźny łącznik kulturowy w każdej opisano, jako obecny, "obyczaj" pochówków z podkurczonymi nogami, często z dłońmi pod głową, niekiedy z kimś innym opartym o plecy. Autorzy opracowań znajdujące się obok ciał przedmioty określają darami pogrzebowymi itp.
 
Czy aby na pewno to były pochówki ? Równie dobrze mogły to być po prostu miejsca śmierci tych ludzi, a ta ich po prostu być może zmroziła w czasie zimy impaktowej. Owe "dary", typu garnki, biżuteria czy narzędzia, to po prostu ich dobytek. Owe kultury można by zatem nazwać, zamiast od garnków, jedną nazwą: "kultura dziwnych pochówków w pozycji skurczonej z niewielką ilością darów.". Wtedy wyłania się inny obraz zdarzeń, bez owych garnkowych sztucznych terminów.
 
Mogło być tak:
Kataklizm Potopu ( w tym wulkany, bieguny itp ) doprowadził do zimy impaktowej, dotychczasowe tropikalne realia w bardzo szybkim tempie zmieniły się w mroźny, nieprzyjazny świat, a ten przyniósł zagładę ludzi i zwierząt. Jak wskazuje Hans Joachim Zillmer ciała te pokrył naniesiony wodą less. Obfite i intensywne opady śniegu utworzyły na biegunach i w górach lodowce, a klimat nagle się oziębił. Być może owe "pochówki" to właśnie milczący świadkowie takich wydarzeń.
 
Foto: pochówek kobiety w Unseburg,
 
 
 
w Gen 13.10 czytamy:
 
Wtedy Lot, spojrzawszy przed siebie, spostrzegł, że cała okolica wokół doliny Jordanu aż do Soaru jest bardzo urodzajna, była ona bowiem jak ogród Pana, jak ziemia egipska, zanim Pan nie zniszczył Sodomy i Gomory.
 
JAK ZIEMIA EGIPSKA ?
 
A była ona "jak ogród Pana", czyli ? Czyli inna niż odwieczne skojarzenia z Egiptem jako pustynią. Czyli w czasach Abrahama i Lota Egipt nie był taki jak dziś, to oczywiste. Czyli do współczesnego krajobrazu tej krainy doszło w czasach historycznych, na oczach ludzi. Nie dociekam co się stało. Być może jakąś wskazówką jest element biżuterii Tutenchamona. Tektyt, szkliwo. Czy to jakiś trop do wydarzenia, które mogło odmienić klimat Egiptu, który przestał wyglądać jak ogród Pana ?
 
 

Iraq. Abraham's house ?    foto AFP

 GHASUL

    William Fox Allbright w swej książce „Archeologia Palestyny” podaje interesujące fakty związane z jej prehistorią. Oto autor wskazuje na fakt wyższego rozwoju cywilizacyjnego w Palestynie, Syrii i Mezopotamii w okresie sprzed ok. 5 tysięcy lat niż w następnych tysiącleciach. Jako przykład podaje jakość domów i sztukę malowania skomplikowanych figur geometrycznych. Najbardziej spektakularnym przykładem pozostaje oczywiście zawiły, wielokolorowy fresk ośmioramiennej gwiazdy w Teleilat el-Ghasul.

    Analizując kulturę mieszkańców Ghasul autor wskazuje ponadto, że być może ok. roku 3400 p.n.e. nastąpiło ogólne zniszczenie kraju, zaś jako jego przyczynę wskazuje wydarzenie klimatyczne. To na ten, mniej więcej, czas badacz określa ogromną migrację, wymieszanie ludów oraz intensywne przenikanie kultur na Bliskim Wschodzie, opuszczenie Ghasul oraz brak śladów zamieszkania w zasobnym w wodę Jerychu. Ostatni wiek 4 tysiąclecia p.n.e. Allbright wskazuje jako początek długiego i zagadkowego okresu regresu cywilizacji...

    Naukowiec pisze także o tym, że wówczas tereny te były bardzo błotniste i podmokłe. Odkryte urny pogrzebowe przypominały domki. Domki te mają cztery nogi, podobnie jak urny-domki odkryte na terenie Niemiec. Co ciekawe, domy na palach, ze spadzistymi dachami i drzwiami, to obiekty spotykane w różnych czasach i miejscach na Ziemi. Nawiązujące do nich urny przywodzą na myśl pewną zbieżność kulturową dawnego świata.

    Zaglądając do podręczników do nauki historii powszechnej zauważymy przedziwną zbieżność w datowaniu początku większości starożytnych kultur. Egipt, Mezopotamia, Chiny, kultura minojska, Wielkie Zimbabwe, Grecja, Ilion, Etruria, Olmekowie czy Kanaan swe najstarsze źródła i genezę określają właśnie na czas sprzed ok. 5 tysięcy lat, na lata bliskie ostatniemu lub przedostatniemu wiekowi 4 tysiąclecia p.n.e.

    To co było przed nimi, choćby nawet stało na wyższym poziomie technicznym, zostało przykryte grubą warstwą mułu. Dotarł do niego Woolley w starożytnym Ur, a być może także nasz autor w Ghasul i Jerychu, uważanym za najstarsze miasto Izraela.

    Świat, który zatonął, dysponował wiedzą i technologiami na bardzo wysokim poziomie. Na foto AFP domniemany dom Abrahama w Iraku. Przyznajmy, że helikopter komponuje się z nim całkiem dobrze. 

Ten wysoki poziom pokazują także tablice Plimptona 322. Jest to

  babilońska trygonometria sprzed 3,8 tys lat.  Dokładniejsza od naszej, 

Także ona może być wskazówką  do wiedzy antycznych budowniczych.  

 Kręci się. Ale jak!

 

27 wieków temu, w VII wieku przed Chr. na całym świecie, we wszystkich najważniejszych starożytnych kulturach doszło do przedziwnej zmiany w kalendarzach. W Chinach, Indiach, Amerykach, Egipcie, Asyrii, a także powstającym właśnie Rzymie do roku dodano 5 dni. Rok w końcu uzyskał naszą miarę, 365,25 dni.

Czyżby nadworni astronomowie dostrzegli swoją odwieczną pomyłkę? Czyżby w końcu nauczyli się liczyć? O, nie, liczyć to oni potrafili. Po prostu zmieniły się okoliczności dotyczące całej planety. Ziemia zmieniła swój rytm. Dotychczasowe kalendarze stały się bezużyteczne, a niejedną świątynię trzeba było przebudować. Dlaczego? W dniach przesilenia wiosennego i jesiennego, gdy Słońce wstaje precyzyjnie na Wschodzie i zachodzi na Zachodzie jego promienie rozminęły się z bramami świątyń umieszczanymi właśnie na Wschód.

Oddalone od siebie cywilizacje wszędzie dodały do roku 5 dni. Wcześniej wszystkie posługiwały się rokiem, który liczył sobie 360 dni. To nie była pomyłka. Rok właśnie tyle sobie liczył. Pokazywały to choćby obeliski do mierzenia czasu oraz uważnie obserwacje nieba, z których słynie cały starożytny świat.

Immanuel Velikovsky dokonał tytanicznej pracy i zebrał antyczne świadectwa potwierdzające taki przebieg zdarzeń. Oto kilka przykładów:

Indie. Wszystkie teksty z okresu Wed znają tylko rok z 360 dniami. Wciąż powtarzają, że rok liczy sobie 360 dni i składa się z 12 30-dniowych miesięcy. Klasyczna praca hinduskiej astronomii wskazuje, że „Tylko z powodu obrotu epok mamy do czynienia z różnicą czasów”, zaś księga Surya mówi - „czas jest niszczycielem światów”. Gdy nowy hinduski kalendarz przyjął rok równy 365,25 dni i miesiąc księżycowy o 29,5 dniach stary kalendarz zachowano do celów religijnych.

Persja. Starożytny rok perski składał się z 360 dni lub 12 miesięcy po 30 dni każdy. W VII w. p. n.e. dodano 5 dni Gatha pod koniec roku.

Babilon. To samo co w Persji. Rok to 360 dni i 12 miesięcy po 30 dni każdy. Każdy miesiąc zaczynał się od pojawienia się księżyca w nowiu. W VII wieku dodano do kalendarza 5 dni, które uważano za niepomyślne i ludzie zabobonnie się ich lękali.

Asyria. 360 dni i 12 miesięcy, liczonych od półksiężyca do półksiężyca.

Izrael. Miesiąc równał się 30 dniom, a 12 miesięcy tworzyło rok. Święto nowiu było bardzo ważne, jak szabat. Badając Biblię warto o tym pamiętać i nie przykładać dzisiejszego roku i miesięcy do opisanych wydarzeń do VII w. p. n.e.

Egipt. Kalendarz w Papirusie Ebersa ma rok złożony z 360 dni i 12 miesięcy po 30 dni każdy. Dekretem z Canopus zharmonizowano kalendarz „według obecnego układu świata” czyli do 365,25 dni w roku Faraonowie zwykli pisać „Rok i pięć dni”, a sam dekret powstał nie po to by poprawić błędy, ale dla „skorygowania błędów nieba” Plutarch w dziele Izyda i Ozyrys napisał alegorię - „Hermes, grając w warcaby z księżycem, wygrał u niego siedemnastą część okresu świecenia, a ze wszystkich wygranych ułożył pięć dni i wprowadził je dodatkowe do 360 dni.”

Grecy uważali, że to Solon odkrył, iż rok liczy sobie 365,25 dni, a jednak wielu uczonych wciąż rachowało rok wg 360 dni, czyli znali wcześniejszy „standard” czasu.

Rzym starożytny także liczył 360 dni w roku. Plutarch napisał, że w czasach Romulusa, w ósmym stuleciu, Rzymianie mieli rok o tylko 360 dniach.

Rok Majów składał się z 360 dni, a później dodano pięć dni i rok wtedy wynosił lun, czyli 360 dni i pięć dni, a co 4 lata dodawano do roku 1 dzień. Zakonnik Diego de Landa zanotował, że „Posiadali oni swój doskonały rok, taki jak nasz, z 365 dni i 6 godzin, który podzielili na miesiące na dwa sposoby”, a pięć dodatkowych dni uważano za „złowróżbne i nieszczęśliwe”. Nazywali je „dniami bez nazwy”

Rok peruwiański podzielony był na 12 Quilla lub księżyców, po 30 dni. Pod koniec roku dodawano 5 dni, nazywano je Allcacanquis.

W Chinach i Japonii także rok liczył sobie 360 dni i także księżyc określał 30 dniowy miesiąc. I tam także w pewnym momencie zaktualizowano kalendarz o dodatkowe 5 dni.

 

Widzimy tu międzynarodową zgodność w obliczeniach i korektach kalendarzy. To jednak nie był wspólny błąd. To obraz rzeczywistego ruchu Ziemi wokół osi i po orbicie oraz obrotach księżyca w tamtym czasie. Czas obrotów księżyca musiał wynosić niemal dokładnie 30 dni, a długość roku nie odbiegała od 360 dni o więcej niż kilka godzin.

Co takiego się stało? W wyniku perturbacji Ziemia przeszła z orbity 360-dniowej na orbitę 365,25-dniową i zapewne inną długość dnia. Księżyc zaś zmniejszył swe obroty do 29,5 dnia z wcześniejszych 30 dniowych.

Fantazja? Niekoniecznie. Jak udokumentował to Immanuel Velikowsky w okresie od 747 do 689 r. p. n.e. starożytni odnotowali, że na niebie doszło do tzw. „bitwy bogów”, czyli kolizji lub znacznych zbliżeń ciał niebieskich. Konkretnie chodzi o Marsa, księżyc i pozostałości po komecie sprzed 700 lat, która pozostała już naszym układzie słonecznym jako planeta. Autor wskazał na zapisy na ten temat w Biblii i innych światowych źródłach z tamtego czasu. Materiałów jest takie mnóstwo, że nie sposób ich przytaczać. Odsyłam do książki.

 Przywykliśmy do naszych 365, 25 dni i księżyca 29,5 dniowego. Jak widzimy jednak nie zawsze tak było. Zebrane dowody potwierdzają zaburzenia orbitalne Ziemi, która przez ok. 700 lat - do VII w. p. n.e. - okrążała Słońce w tempie 360 dni. Co wydarzyło się wcześniej i jak to wpłynęło na planetę to temat na osobne opracowanie.

 

 

Inspiracja, źródła:

Zderzenie światów

Immanuel Velikowsky

Autor, którego naukowcy podobno odrzucają,

aczkolwiek przyznają, że jego prac nie czytają.

Fobos & Deimos

 

Zaglądam do Wikipedii i czytam, że w sierpniu 1877 r. amerykański astronom Asaph Hall odkrył oba księżyce Marsa. Astronom oczywiście skorzystał z urządzeń optycznych. To zrozumiałe. Hall nazwał owe skały krążące wokół Marsa Fobos i Deimos, czyli Strach i Panika.

To dość niezwykłe. Zwłaszcza, że Jonathan Swift w „Podróżach Guliwera” w 1726 r. czyli 151 lat wcześniej, napisał, że „pewni astrologowie... odkryli dwie mniejsze gwiazdy, lub satelity, które krążą dookoła Marsa...” Ani Newton ani Halley, żyjący w czasach Swifta, nie posiadali wówczas urządzeń, które pozwoliłyby im je dostrzec. Nadto Swift wskazał na bardzo krótkie okresy obrotu obu księżyców Marsa.

Średnio co 780 dni Mars i Ziemia są najbliżej siebie. Być może więc jakiś astrolog dostrzegł i odnotował to w czasach pisarza. Sami w to nie wierzymy. Nasuwa się jedno: miał dostęp jakiegoś do starożytnego manuskryptu. Zapożyczył wiedzę o istnieniu dwóch satelitów Marsa. Wskazując na ich specyficzne obroty mocno skłania mnie do tej hipotezy.

Nie znam dzieła astrologicznego ale przecież i poezja może nim być. Oto Homer opisał „dwa rumaki Marsa”, które ciągnęły jego rydwan. Rzymski Mars to grecki Ares. A owe dwa, zapewne naładowana elektrycznie „rumaki” to... Fobos i Deimos. Przypadek ? No jasne. Przecież Asaph Hall twierdził, że wybrał te nazwy pod wpływem sugestii niejakiego pana Madana z Eton w Anglii.

Homerowi uwierzyli Schliemann, Evans i inni. I dobrze na tym wyszli. Zatem, sorry Wikipedia, ale Swift i Homer zasługują na poważną wzmiankę w tej sprawie.

pictures by Solar Walk Lite App